Teraz, jednocześnie sprzątając i próbując ogarnąć swoje Dwa Mroczne Pomioty, skrobię post. W tle leci niezastąpiona Epica, koło lapka leży zaczęte Metro 2033, gdzieś tam indziej stos bajek na DVD. Klasykiem również jest niedopita, zimna już kawa i klocki Lego, o które zabiłam się już dzisiaj co najmniej fchuj razy. Rossmann przysyła informację, że teraz promocje na cudowne rzeczy, po których cera będzie gładka jak dupsko niemowlaka, zaś idę o zakład, że moja cera miałaby generalnie między pośladkowymi wielkimi gładkość i magiczność tych specyfików. Zaskakujące - psuć mi się to zaczęło wtedy, gdy zaczęłam pracować na co dzień z pacjentami. PSZYPADEG? NIE SONDZEM.
Na Whatsappa dostaję wiadomości od Kota (nie, nie takiego kota. Ten Kot jest wysokim blondynem, a tamten kotowaty kot jest rudy i nazywa się Loki), że ma rozgałęźnik, więc jutro jadąc pociągiem będziemy mogli słuchać Toss a coin to your Witcher i jednocześnie grać w Faraona. Pierwotnie mieliśmy oglądać The Force Awakens, ale stwierdziliśmy, że zwyczajnie po co się karać? Do kina na nowe Star Warsy i tak pójdziemy z przeświadczeniem, że jeśli depresja, to wspólna.

Pomiot Starszy znalazł swoją figurkę Lei, Młodszy bawi się swoim Thorem i strzela z pistoletu kredkami, bo oryginalne kuleczki zniknęły w odmętach podszafkowych czeluści. Ja myślę o pakowaniu i o tym, że najpierw w Krakowie z Kotem wypijemy sobie masalę chai w herbaciarni na Szpitalnej. I że to będzie dobre. Egoistyczne. I bez Pomiotów, bo Pomioty z dziadkami zostają. Na pohybel stereotypom, że matka to nie człowiek. I że się nie należy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz