04 stycznia

Nowy rok, a ja... Ta sama


Tylko z masą nowych doświadczeń na koncie, z toną wspomnień, milionem uwag co do samej siebie i z miliardem wyciągniętych wniosków. Czy trafnych - się okaże w swoim czasie. Muszę jednak przyznać, że szczególnie końcówka tamtego roku obfitowała w nowości. Spore. I dobre. Kilka rzeczy zrobiłam nie tak, których w sumie trochę żałuję, ale summa summarum... Chyba nie umiałabym, gdybym posiadała zmieniacz czasu od Hermiony, postąpić inaczej.


Część podsumowania zawarłam już w sumie w swoim wyjątkowo długim (jak na mnie) wpisie na Instagramie. Nie odniosłam się jednak do wszystkiego. Prawdę powiedziawszy gryzłam się wtedy z własnymi myślami i lenistwem, które mi sugerowało, żebym popełniła notkę na bloga, ale leżąc już w łóżku zwyczajnie nie chciało mi się sięgać po lapka. Także powstało tamto, a to dopiero się rodzi.

Gdy myślę sobie o tym zacnym miesiącu, mam ochotę wpełznąć pod łóżko i schować się między tymi tonami worków z ciuchami, które na moje Pomioty nadal za duże, ale szkoda wywalić, bo się przydadzą. Z drugiej zaś strony wiem, że tego wszystkiego tylko WYDAJE się dużo, a rozłożywszy w czasie nie jest tego aż tak wiele. Drobne ostatnie zaliczenia przedmiotów, wpisy do indeksów i dwa egzaminy, dzięki którym (mam nadzieję) uzyskam kwalifikacje. Również mam nadzieję (oh fuck, powtórzenie!), że podczas praktycznego nie spanikuję i zdam przynajmniej przyzwoicie.

W teorii przywykłam już do pracy z pacjentami. Kilkutygodniowe praktyki srogo mnie wprowadziły w arkana zawodu i muszę szczerze przyznać, że ta przerwa świąteczna, a wraz z nią brak kontaktu z chorymi, sprawiła, że tęskno mi do tego. Tęskno mi do dbania o tych ludzi, którzy przychodzą z tymi cholernymi skierowaniami i pozwalają sobie robić rzeczy. Dziwne rzeczy, jak dla nich. Jakieś tam pola magnetyczne, lasery, ultradźwięki, prądy o jeszcze dziwniejszych nazwach (interdyn, tens, fonoforeza - ftw?!), aquavibron i dopiero na końcu - to, co brzmi po polskiemu - masaż ręczny klasyczny. Fajnie jest, gdy się widzi efekty swojej pracy. Doświadczyłam tego już i to jest, moi drodzy, taki cudowny kopniak do działania, że polecam dosłownie każdemu coś takiego!

Miałam chyba z 5 pacjentów z porażeniem Bella (którymi głównie ja się zajmowałam). Powszechne, pod koniec 2019 roku szczególnie, porażenie, które upośledza działanie siódmego nerwu twarzowego, przez co nie możemy władać jedną częścią buźki. Powieka nie reaguje, nozdrze opada, skóra leci wraz grawitacją, kącik ust leży i nie współpracuje. Nic miłego. Ludzie z takim porażeniem nie wyglądają dobrze. Są przerażeni, wkurzeni, sfrustrowani bardzo często i liczą na natychmiastowe efekty po zabiegach. No ciężko o takie. Ale da się wszystko ogarnąć na tyle, że pacjenci wracają do zdrowia. Twarz znów wygląda tak, jak wcześniej (lub bardzo zbliżenie). A co w ogóle powoduje to porażenie? Skoki temperatury, ciśnienia, stres, uraz mechaniczny, wyjście z ciepłego pomieszczenia na zimne podwórko... Przyczyny są tak śmiesznie prozaiczne, że zwykle, gdy o to pytałam, słyszałam: Nagle poczułem/am mrowienie, kłucia. Byłem/am w domu i gotowałem/am obiad. I tyle. Tak całkowicie z dupy ludzie tracili możliwość władania częścią twarzy. Bo przewiało. Bo nerwy. Bo ktoś wkurwił.

A potem zajmowałam się takimi osobami, wraz z koleżankami z oddziału, i stopniowo dostrzegałyśmy poprawę. Wiecie jak miło jest, gdy po jakimś czasie spotyka się takiego pacjenta na ulicy i widzi się na jego twarzy PEŁNY uśmiech? Zajebiście miło jest. I dopiero wtedy ego rośnie, duma wypełnia pierś i nabiera się przeświadczenia o tym, że tak - TO JEST PRACA DLA MNIE. Choć krwawicy sporo trzeba złożyć w ofierze, nieustannie się uczyć, tak zdecydowanie WARTO.

Generalnie pierwotnie miałam pisać o czymś innym, ale wyszło jak zwykle.

A... Nowe SW są chujowe. Jako fan z bólem dupy stwierdzam, że Disney zjebał. I to srogo.

Chciałabym z tego miejsca gorąco przeprosić, że w stwierdzeniach powyższych znalazło się tyle bluzgów. *NIE*


Powiem nieskromnie, że z tego wszystkiego nawet The Mandalorian nie chce mi się nadrabiać. W sumie może i lepiej, bo powinnam teraz nurkować w podręczniku do anatomii. A nie grać w Wiedźmina...

Przypau :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © nieoKREŚLona , Blogger