Kupić mu zeszyt w kratkę, którego nie chciało. No bo nie. Bo to dziecko nie jest przedszkolakiem, tylko zerówczakiem, i jak ja w ogóle śmiałam, co sobie myślałam, pewnie niewiele, mamo idź. Mamo zostaw mnie. Mamo, ja już z tobą nie wytrzymam!
Rodzicielstwo jest cudowne. Polecam każdemu. Wtedy przekonacie się najpewniej o tym, że jednak nigdy nie chcieliście mieć dzieci. Ale już tak głupio oddawać, bo w sumie człowiek się przyzwyczaił. Nawet do tych pretensji i dramatów. I do tego, że źle kanapka pokrojona, poduszka krzywo ułożona, pluszak jakoś nie tam gdzie zwykle i że przez większość czasu przesadzam, czepiam się i w ogóle mogłabym już sobie wyjść. Tylko w tym wszystkim najlepsze jest to, że wystarczy, że zniknę na kilka godzin, to potem wielkie przytulaski i inne mamogdzietybyłasie.
A kto najlepiej tuli do snu? Mama.
Mama tak samo najlepiej trzyma za rękę.
I najlepiej robi gofry na śniadanie, obiad i kolację.
No i też lepiej, niż babcia, czyta bajki.
Poza tym mama potrafi narysować kosmonautę, zrobić rakietę i domek z kartonów.
Więc ta mama nie jest taka najgorsza.
Nie zmienia to faktu, że jednak się tak czuję. Nie zawsze, czasami częściej, czasami rzadziej. Ale jednak. I to normalne, tak słyszałam.

Niełatwo jest wychowywać dwie rozpędzone jak motocykl (a skąd toooo? :) ) dziewuszki, z których jedna jest mą wierną kopią (przepraszam, Lena, ale nie miałam na to wpływu!), zaś druga przejęła praktycznie same moje chłopięce zainteresowania i wdała się w swojego dziadka. Generalnie jest to trudne, wymagające i niesamowicie wyczerpujące. Mam ten komfort i szczęście (zajebiste szczęście), że pomagają mi moi rodzice. Nawet brat czasami. Moi dziadkowie. Wujkowie. W sumie każdy przygarnął po trochę te dwa Mroczne Pomioty, gdy wróciłam z nimi tutaj. Gdy się okazało, że nie każdy facet to materiał na ojca.
Nie oczekiwałam tego, szczerze mówię. Może dlatego, że wtedy byłam zbyt zszokowana tym, że teraz już nieodwołalnie jestem ja i one. Trzy muszkieterki. I nie liczyłam na nic. Nadal nie liczę. Zbyt we mnie siedzi zakorzeniona Zosia Samosia, która koniec końców ogarnia i będzie musiała ogarniać sama. Może i lepiej. Odmowa w pomocy z czymś tam nie boli tak bardzo. Ot, do przodu. Jakoś.
Tylko nie zawsze czuję się zmotywowana. Teraz trochę wcale, choć stopniowo znów unoszę ten farbowany czerep do góry. Bo tak trzeba. Trzeba sobie też pozwolić na chwilę załamki, by mieć szansę zapoznać się z gruntem, znaleźć podporę i dźwignąć to swoje jestestwo.
No to dźwigam.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz