04 maja

What's in your head? Dlaczego ludzie są dla siebie tak bardzo beznadziejni?

Grey's Anatomy, czy jak to u nas przetłumaczyli, Chirurdzy, to serial, którego jestem ogromną fanką. Uwielbiam poruszane w nim motywy. Bardzo często pomagają mi one spojrzeć z boku na pewne, wydawać by się mogło, abstrakcyjne sytuacje. Jakkolwiek uważam się za osobę empatyczną oraz posiadającą dość wybujałą wyobraźnię, tak pewne kwestie są dla mnie obce. Tak po prostu. Bo ich nie przeżyłam. Bo nikt z bliskich nie doświadczył. Bo miałam nierzadko szczęście, że mnie jakaś drama ominęła. 

W Chirurgach od samego początku widzę, jakimi ludzie są... fiutami. Jak bardzo liczy się hajs, nazwisko, znajomości, a jak bardzo nieważnym jest genialny umysł, ciężka praca, talent. Jak bardzo rasizm czy homofobia są (delikatnie rzecz ujmując) złymi zjawiskami. Żeby nie demonizować – mamy tutaj też wiele, naprawdę wiele dobrych momentów, które pokazują, że determinacja i dążenie do celu popłaca (byle nie po trupach) i tak dalej, ale ja nie o tym chciałam tu teraz napisać. 

Wracając...

Wkurza mnie postrzeganie innych poprzez kwestie, na które nie mają wpływu. No sami powiedzcie: czy w trakcie bycia jedynie zlepkiem komórek potraficie wpłynąć sami na siebie, abyście mieli jasnoniebieskie oczy, blond włosy i jasną cerę? A może, jak w Simsach, przed lusterkiem możecie zmienić kształt nosa w zaledwie kilka sekund? Czy może podczas narodzin, gdy przechodzicie przez kanał rodny swojej matki, pojawia się przed wami ekran, jak w RPG-ach, gdzie określacie swoje początkowe statystyki, w tym, chociażby, orientację seksualną? 

No jakby... NIE.

Była w Greysach taka scena: Winston (ważnym jest fakt, że Winston jest Afroamerykaninem) jechał sobie do Seattle skądś tam. Po drodze dzwoniła do niego Maggie, żeby się dowiedzieć, jak daleko jest etc. Wszystko było okej, póki dwóch białych policjantów nie zatrzymało go na kontrolę drogową. No tak, kontrole to nic dziwnego, dzień jak co dzień. Tylko wiecie... Dla tych dwóch gliniarzy Winston wydawał się podejrzany tylko dlatego, że miał ciemną skórę. Przetrzepali mu wszystkie bagaże, pies (bo ofc amerykańscy policjanci zawsze ze sobą wożą owczarka, który jednym niuchnięciem wyłapie tonę koki) obwąchał cały samochód, samego Winstona i jego rzeczy. NO BO NIE DAJ BORZE SZUMIĄCY JAKBY MIAŁ COŚ SCHOWANEGO.  

I nie miał. To był po prostu koleś, który jechał do swojej ukochanej przez pół kraju, nie przekraczając ani raz ograniczenia prędkości. Ale został zatrzymany, bo nie miał białej mordy. Zostawiono go na poboczu z rozpieprzonymi tobołami i elo. 

Czaicie ten absurd? 

Ja wiem, że to serial. Ale sama sytuacja nie jest wyssana z palca. To jest rzeczywistość. I wiecie, co jeszcze jest rzeczywistością? Przywalanie się do dwóch ludzi, że są w sobie zakochani, ale nie spełniają CZYICHŚ, CUDZYCH wymogów. Jakby... Co osoby postronne obchodzi kto, z kim, dlaczego, kiedy i jak? Tak samo, dlaczego ktoś interesuje się tym, że nie wierzę w ich boga? Że nie chodzę do kościoła? Że mam nieślubne dzieci? 

Dlaczego ludzi interesuje cudze życie? Bo ich własne są tak bardzo beznadziejne? 

A co w tym wszystkim jest najgorsze? Że żyjemy w kraju, gdzie człowiek nie może o sobie decydować. Znaczy, może. Jasne. Jeśli wpisuje się w JEDYNE SŁUSZNE CHRZEŚCIJAŃSKIE SCHEMATY, bo jak nie, to SZATAN SIĘ NIM/NIĄ INTERESUJE.

Paranoja. A gdy patrzę, jak ten nasz (nie)rząd działa, choć bardzo próbuję się wyzbyć tej chęci, tak jednak ciągle myślę o tym, gdzie za granicą byłoby mojej małej rodzinie lepiej. Nie chcę, by moje córki dorastały w kraju, w którym ktoś będzie decydował o ich ciałach, o ich myślach, o nich samych. Jedna i druga to, już teraz, mocne indywidua i chcę, żeby tak kuźwa zostało. 

Powiedz mi, człowieku, what's in your head? 

Żyjemy w XXI wieku, a mentalnie cofnęliśmy się już co najmniej do średniowiecza. Gdzie jest to pieprzone człowieczeństwo? Dlaczego dookoła króluje egoizm? What's in your head? Bo w mojej wkurw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © nieoKREŚLona , Blogger