Nie żałuję.
Prócz tych rzeczy, które wymieniłam w tytule, warto zaznaczyć, że było też i śmieszno. Urocze, delikatne i rozkoszne poczucie humoru, jakie zostało przedstawione w tej animacji, kupiło mnie tak bardzo, że dam sobie może z tydzień i obejrzę wszystko jeszcze raz. Wyjaśnijmy to sobie - nie dostałam ataku śmiechu i nie rżałam niczym kobyła. I dobrze, bo pokazany tutaj poziom komizmu był idealnym dopełnieniem charakterów głównych bohaterów, którzy, co tu dużo mówić, byli w wielu kwestiach jak dzieci. Jedno mniej, drugie bardziej wyrośnięte. Tak też bywali nazywani przez inne postacie i zdecydowanie się z tym zgadzam.
Co nie ujmowało im w żaden sposób. Chise oraz Elias, choć z pozoru różni, mieli wiele rzeczy wspólnych. Wiadomo, że nic tak nie łączy, jak podobne traumy z przeszłości. Zaś największą różnicą tychże było to, że rudowłosa odczuwała emocje, zaś pan wielkolud nie ogarniał, o co ten cały szum.
"Chise, ale... to ty zła jesteś? I taką minę wtedy robisz, tak?" - mniej więcej tak to wyglądało, a wtedy nasza rudzinka dawała za wygraną i tłumaczyła łopatologicznie te wszystkie zawiłe kwestie.
Bardzo mi się podoba również to, że pozostałe postacie nie były jedynie wypełniaczami i zapchajdziurami. Każda z tychże dostała swój czas antenowy i dzięki temu poznałam ich historie, motywacje oraz pragnienia. Tak, moją faworytą jest Silky i możecie mówić, że opiekun smoków jest lepszy, bo się smokami opiekuje właśnie, ale nie. Nawet smoki nie przebiją wiernej, kochanej i takiej pełnej ciepła Silky. Ramen.
Ale, ale... Dlaczego w sumie było straszno, łzawo i w nurcie dojrzewania?
Obrazy przeszłości, szczególnie Chise, były z punktu widzenia matki, którą jestem, straszne. Aczkolwiek wydaje mi się, że nie trzeba być w moich butach, by określić porzucenie przez rodzinę jako coś, co zostawia ogromną ranę w sercu. Wycisnęło to też ze mnie sporo łez. Na całe szczęście w odpowiednim momencie pojawił się Elias, który ze swoim nieogarem uratował siebie oraz Chise. A gdy ta przedziwna para zauważyła, że coś tu się zaczyna kroić, stopniowo zaczęli o siebie dbać i nie dlatego, że jedno drugie kupiło, a drugie czuło się zobowiązane wobec pierwszego. Nie-e.
Pojawiły się uczucia, które dla Czarnoksiężnika były czymś nowym. Dla Oblubienicy zresztą też, przynajmniej te konkretne.
Mogę szczerze powiedzieć, że pierwszy sezon tego anime zachęcił mnie do sięgnięcia po mangę i gdy tylko wpadnie kilka zaskórniaków, zaopatrzę się w pierwsze tomy. Papier to papier, i choć można teraz w Internecie przeczytać wszystko, tak za bardzo szanuję swój nadpsuty wzrok, żeby dobijać go bardziej.
Na koniec krótkie info:
Drugi sezon Oblubienicy Czarnoksiężnika ma się ukazać w kwietniu 2023 roku. I już mnie skręca na samą myśl! Dobrze, że Crunchyroll nie ma limitów na oglądanie w kółko tego samego...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz